Patrzę. Wiąż się oglądam.
Widzę. I znów spoglądam.
Nie chcę. Nie chcę chodzić wśród szeptów przeszłości.
Pada deszcz. Zmywa z twarzy wszelkie podłości.
Idę, staram się nie odwracać w tył.
Stąpam po ziemi. Wzlatuje w górę pył.
Ludzie się śmieją, bawią i piszczą.
Ja płaczę. Me myśli krzyczą.
Zwiększam tempo, biegnę uliczką bzów.
Gubię się i błądzę wśród snów.