Samotność

Ich śmiech
W oddali
Jak przez pajęczyny
Sieć
Rozlega się
Jej łzy
Choć bliskie snom
W pamięci
Trwałe
Odległe wzroku
Dłoniom
Niedosięgłe
Ustom suche
Ich twarze mówią
Czekają
Jej ciepłe
Palce
Dosięgają
Wiatr rozrywa ciszę
Niesie
W dal
Wilgotną mgłą
Oziębia
Stęsknione ciało

Przemijające loty

Gwiazdami jesteśmy
Kruchymi kryształami
Wszyscy
Wysoko latamy
Czasem jak Ikar
Czy kometa
Spadamy

Wiatr niesie
Dusze nasze
Miesza światy
Łączy
Dłonie

Gdy mocniej
Zawieje
Oddalamy się
Jak płomień
Wypalamy

Może jednak
Kiedy niebo noc
Przywoła
Nie będziemy
Świecić sami

Samotne poranki

Nie wiem już
Czy chcę uciec
Czy zatrzymać się

Nie wiem już
Czy chcę śnić
Czy tylko spać

Ciebie chcę
Z daleka
Ciebie rano szukam

Lecz znajduje łzy
Policzek mokry

Pozostają tylko sny

(Nic) Więcej

Zakochać się w trawie
I chodzić po niebie
Do góry nogami
Zwiedzać Świat

Zabłysnąć na ziemi
Zgasnąć wśród cieni
Radością za dnia
Płakać
Nocą
Zaśmiewać Śmierć

I kochać
I (nie) móc
Więcej

Umieranie miłości

Każda wolna chwila
Ciebie
Mi przypomina
Westchnienie słońca
I deszczu szum
Każdy uśmiech
Każda łza
Do ciebie jeszcze
Woła

Słyszę
Wiatru wycie
Wyję razem z nim

Tylko poczuć Cię
Obok Ciebie być
Ostatni całus
Skraść

Zrzucić ten ciężar
Choć na chwilę
Cofnąć
Czas

Starość

Kalendarz życzeń
Wypłakuję zmąconymi myślami
Ludzie wychodzą
Zostawiają
Bałagan wspomnień
Siedzę i krzyczę
Niemo
Piszę
Pożegnanie dzieciństwa

Wyjmuję
Kilka chwil
Odbitych na papierze
Wyrzucam
Dwie krople rozpaczy
Trzy westchnienia tęsknoty
Paciorki drętwego strachu

Zajmuje mnie
Siwy kosmyk
Tańczący w lustrze

Zapominają
O starych piosenkach

Nie boję się

Jestem nijaka
Nadaj mi, proszę kształtu
Jestem bezkształtna
Napełnij mą pustkę miłością

Jestem wodą w Wiśle
Płynę powoli i bezgłośnie
Zabierz mnie nad górski potok
Żywy, porywisty i głośny

Dzisiaj nie chcę być sobą
Mogę być jastrzębiem
Fruwać nad lasem, między drzewami
Pozwalam ci
Wyrwij mnie z tej rzeczywistości bez smaku

Polećmy w miejsce, gdzie nie ma ludzi
I bądźmy jak ogień
Tańczmy tango do rana

Od wczoraj już nie boję się płonąć

Pozbawieni siebie

Wina niczyja
Wina nieznana
Zostaje plama
Po niedokończonej kłótni
Na koszuli
Kilka kropli
Rozlanego solą tuszu
Starta szminka
Wypluta z krzykiem
Słodka rezygnacja
Bezpowrotnie
Stłuczona szklanka

Tyle świadków
Wojny o nie-bycie
Popiołu
Spalonych dłoni, planów
Pełni wczorajszego żalu

Jak dzieci wygonione na ulicę
Rozczarowani minioną chwilą
Życiem drwiącym z kochanków
Upojonym rozkoszą
Samotności księżyca
Zostaliśmy

Pozbawieni siebie

Tysiące lat miłości

Za mi­lion lat
Spot­kam Cię
Będziesz cze­kał ran­kiem
Na peronie
I choć połud­nia
Jeszcze nie będzie
Zap­ro­sisz mnie
Na po­połud­niową kawę
A ja 
Ni­by nicze­go nie zauważając
Po­biegnę za Tobą
We­soło skacząc do każdej kałuży
Przy Twoim ra­mieniu
Szczęśli­wa
Bezpieczna
Za­kocha­na
W Twoim spoj­rze­niu
Za­powiadającym
Ty­siące lat miłości

Wspomnienia

Byłeś moim sensem codzienności
Moim wytchnieniem
Dziś pozostają tylko wspomnienia
Minionych czułości


Kiedyś Ci ufałam
Kiedyś pożądałam
Kiedyś serce ci oddałam

Serce i ciało
I myśli i słowa


Każdy mój zmysł
Do ciebie jeszcze woła


To już minęło
Tego już nie ma
Tylko łez tysiące
Szuka ukojenia