Nieczułość
Dłoni mniejszej
Gdy większa drży
I kocha
Nie będąc kochaną
Jej sztuczny
Śmiech
Jej słowa
Na policzkach
Kredką
Rysowany rumieniec
Kobiece znudzenia
Westchnienie
Jego aktem
Perfekcji
Jego złudzenia
Nieczułość
Dłoni mniejszej
Gdy większa drży
I kocha
Nie będąc kochaną
Jej sztuczny
Śmiech
Jej słowa
Na policzkach
Kredką
Rysowany rumieniec
Kobiece znudzenia
Westchnienie
Jego aktem
Perfekcji
Jego złudzenia
Jestem wolnym ptakiem
Latam wśród trudów i trosk
Wspinam się wysoko
Na skrzydłach pragnienia
Nie trzymam się ziemi
Nieba smakuję
I czasem tylko
Myślę o tobie
A gdy myślę
Ledwo się unoszę
Powietrza mi trzeba
I czuję się jakby bliżej
Piekła
Niżeli nieba
Upadłam
Rosą się upiłam
Nie chciałam
Czekać do jutra
Kwitnąć chciałam
Znużona
Zadrżałam
Nie-tobą
Zroszona
Na wilgotnej
Trawie
Zostałam
Nocą
Zmożona
Spragniona wciąż
Ciebie
Szukałam
Co znaczy kochać?
Uśmiechać się przy smażeniu jajek
Ciszę rozumieć
Czuć ciepło po przebudzeniu
I zasypiać w cieple czułych ramion
Milczeniem rozmawiać
Ufać
Kochać znaczy nie bać się
Żyć
I w chwili rozłąki
Czekać
Dbać
I czuć się zadbanym
I smakować
Lasu z poziomkami
A kiedy zły dzień przychodzi
Znaleźć ukojenie
Śmiać się razem
Łzy wycierać
Czasem złościć
Pomrukiwać
Kochać znaczy być
Trwać
Znaczy Ty i ja
-Wiesz, jak cierpi kobieta? Całą sobą. Jej serce przycicha, ciało płonie, krew zastyga. Kobieta płacze w ciszy a jej łez nikt nie dostrzega. Ból kobiety ucisza świata szum, jej myśli wędrują przez Piekło i Niebo. Pragnie ciszy, lecz jej nie dościga. Cierpiąca kobieta jest jak ostatni kwiat jesieni, bliski schowania się w ziemi. Cierpienie na kobietę zstępuje niczym zima. Nie pozwala się poruszyć, a uczucia jak tornado rozsiewają niepokój w duszy tej cudownej i kruchej istoty. Cierpiącej kobiecie nic nie trzeba. Jej gniew jest jej siłą. Jej łzy wyrażają cały przestrach istnienia. Cierpiąca kobieta pragnie schronienia. Przed sobą samą ucieka, ponieważ pojęcia nie ma jak w przepełnionym miłością naczyniu znalazło się tyle goryczy.
W ciszy siła
W dźwięku lęk
Szeptem rozbierz mnie
Promieniem dnia obudź
Zmierzch
Pragnienia kroplą
Złotymi rzęsami
Łaskocz moje jutro
Gorącem
Całuj chłód
Wierszem
Rozgrzej krew
Daj mi Boże sen
O kiełbasie dzielonej na pół
Kromce chleba
Przyprawionej słodkim pocałunkiem
Pozwól czuć czekoladowy
Budyń na zagubionym sercu
I po nerwowej kłótni
Smak zielonej herbaty
Zatapiam się dziś w zimnej pościeli
Niekontrolowanymi westchnieniami
Błagam o jutro
Ciemną noc
Rozumiejąca samotność
Zastałeś mnie
Bezbronną
Uciec
Chciałam
Ciebie
Chciałam
Zastałeś mnie
I dotyk Twój
I Twoja śmiałość
Rozebrały moją nagość
Na świata
Końcu
Pod dyskrecją
Nieba
Wolna byłam
Twoja byłam
Obserwują
Ćwiczą gesty
Złożoność wymowy
Nie wierzą w uczucie
Nagłą zmianę tematu
Widzą ciemność
Ślepi na gwiazdy
Chmury nad nimi
Zamykają okna
Uciekają od wiatru
Pędzącej naprzód
Namiętności
Krzyku wolności
Zatykają uszy
Otwierają usta
Fałszują
O dobrej pogodzie
Jesteśmy tam
Niezapominajki
Drżące na wietrze
Samotny szept
Obietnica Raju
Może znów…
Będzie tak samo?
Zapomnę o kulawym misiu
Wyprutym z watą okiem
Zamknę pudło bajek i lalek
Na strychu schowam sny
Już nic nie będzie takie samo
Kiedy dotkniemy razem chmur
Wyszeptam swoje łzy
Uśmiechnę po kryjomu
Nie powiem, że ja ciebie
Ucieknę z blaskiem brzasku
Sukienkę schowam w szafie
Po cichutku zasnę