Obietnica

Zapach wiśni
Suszonych liści
Ramienia przy ramieniu
Kochanków pragnienia
Słony smak obietnicy
Zgubionej rękawicy
Zachodu nad wodą
Nagą, młodą
Dłoń
Przyciągał do ust

Lot

Wzleciałam wysoko
Skrzydłami
Dotknęłam gwiazd
Wolna

Chwilę

I wtedy
Porwał mnie wiatr

I choć wróbel
Miał świat
Bez piór
Pozostał

Ptak

Szepty Przeszłości

Patrzę. Wiąż się oglądam.
Widzę. I znów spoglądam.
Nie chcę. Nie chcę chodzić wśród szeptów przeszłości.
Pada deszcz. Zmywa z twarzy wszelkie podłości.
Idę, staram się nie odwracać w tył.
Stąpam po ziemi. Wzlatuje w górę pył.
Ludzie się śmieją, bawią i piszczą.
Ja płaczę. Me myśli krzyczą.
Zwiększam tempo, biegnę uliczką bzów.
Gubię się i błądzę wśród snów.

Rachunek sumienia

Utopiłam się w łyżce zimnego rosołu
Posmarowałam chleb smalcem
Popiłam go brudną kawą
Okryłam czoło czarną woalką
Odklepałam paciorki
Pożałowałam biedy
Zasmakowałam wstydu
Przetańczyłam noc w Piekle
Obudziłam się z diabłem na głowie

Spróbuj zauroczyć się w ciemnej nocy
Zapoznać towarzystwo grzeszników
Pokłócić się z losem
O teraz i nigdy
Nie tolerować czasu
Zostawić rachunek na kreskę
Nie aprobować zakurzonego nagrobku
Wymagać wieczności
Absurdalnej intensywności


Zakrztuś się swoim bulionem
Nie zacieraj wspomnień
Zaproś do siebie życie


Obecność

Jesteś
Może nawet obok
Na policzku czuję
Twój intensywny
Wzrok

Szukam
Twoich myśli
I choć pływać umiem
W oczach Twoich
Tonę

Czasem
Tchu mi brak
Czasem żyję bardziej
Zdarza mi się
Że nie umiem
Już inaczej

Gdy Cię nie ma obok
Chodzisz mi
Po głowie
Uciekam od ciebie
Biegasz szybciej
Uciec już nie mogę

I kiedy trzymasz mnie
Przy sobie
Kiedy ufam
Kiedy nic nie mówię

Pośród dźwięków nocy
Słyszę kołysankę
Serca Twego
Bijącego
Zaraz obok mego

I już umiem
Od nowa słuchać Cię
Mogę już oddychać
Moje serce
Może Ci zaufać

Potańcówka

Pogaszone światła reflektorów
Wyparowało już whisky z serc
Kupiona na straganie sukienka
Zbiera kusz na dywanie

Zostaliśmy sami
Z naszymi pragnieniami
Uniesieni marzeniami
Duszeni realiami

Dłonie
Stęsknione dotyku
Usta
Spragnione śmiechu

Wzniesione wysoko słońce
Nie pamięta przetańczonej nocy
I jeszcze tylko starte szpilki
Wystukują cichnący rytm

Popiołem

Echo kroków
Muzyka bez instrumentu
Westchnienie zmęczonej duszy
Niechlujnie rozlane pomyje
Szmer długiej sukni
Pośród dźwięków nocy

I ty
Zamieniony w księżyc kochanek
Przysłonięty deszczowymi chmurami
Zatopiony w ciemnym niebie

Wyciągam dłoń
Ozdobioną starym złotem
Wskazuję palcem na  gwiaździste bez-gwiazdy
Rumienię się twoim chłodem

Niemym szeptem
Ogołacasz z życiowej konstytucji
Wątłym blaskiem
Zaciemniasz ulicę
Nie-dotykiem
Palisz

Popiołem cię dosięgam

Wino

Upiłam się Tobą
Jak dziewiczym trunkiem
Na imprezie przyjaciółki
Za bardzo wrażliwa
Na Twoje pocałunki
We łzach uszyta teraz
Jak letnia sukienka
Wyczekuję lazurowych chmur

Nie lubię już kłamać
Siebie
Dosyć mam
Znoszonych par
Butów do tańca
I Ciebie w nich

Nie lubię
Gdy jesteś
Gdy Ciebie
Nie ma
Ranię się
Mniej

Czerwonym winogronem
Smakujesz
Lasem pachniesz
Nieznanym ciekawisz
Zakazanym
Bawisz się

Kiedy mi znikasz
Czuję się lżej

I sięgam po wino
Przecież nie ma Cię

List

Chcę byś mi kwiaty przynosił
Dotykać
Od chcenia
Mnie chciał

Nie udawał
Po prostu był
I malował
Niebo na różowo

Nie uciekał
Nie czekał
Nie bał się
Chcieć

Pocałunki

Chociaż kochanie
Grozi łzami
I choć miłość
Odstrasza kłótniami

Ty uparcie
Wpraszasz się do mnie
Z gorącymi ustami

Milczę zawzięcie
W batalii
Z gwałtownymi
Myślami

Tańcząc z pożądania
Twarzami
Wyśmiewasz mój strach
Niecierpliwymi pocałunkami