Skrzypek

Łzą wylaną nie w porę
Osładzasz
Noc
Szeptem dzień
Wyzwalasz
Spod uroku
Księżyca
Godziną, miną
Grymasem
Świat ozdabiasz
Poezją
Kształtujesz
Twarz, rytm
Zapominasz
O nim
Skrzypku
Bezkarnie skrzypiącym
Na dachu

Miasto miłości

W mieście miłości
Miałam sen
O mieście miłości

Skrzydłami machałam
Do ciebie
Leciałam

Bóg nie widział nas
Nie krzyczał
Nie chciałam
Żebyś spadł

Skrzydła ci oddałam
Boga nie widziałam

Anioła pokochałam

W mieście miłości
Widziano płomienie
Płomienie spalającej się
Miłości

Prośba

Kochanie
Podaj mi
Całusa

Zaraz go oddam
Tylko pozwól
Nim się nacieszyć

Nie lubię ciszy
Nie śpiewaj
Nie do twarzy Ci
Z nutami

Już śpiewasz?
Posłuchaj
Jaka słodka
Była cisza

Wczorajsza wieczność

Nie chcę już
Jajek na patelni
Nie chcę truskawek

Miłość była wczoraj
Dzisiaj tylko słowa

Daj mi chociaż promień
Słońca
Dotyk
Deszczu, ognia
W spojrzeniu twym 
Widzę cień
Zeszłego blasku

Nie parz więcej kawy
Został jeden kubek
Podzielisz się własną?

Romantyczny żal

Kwiatem byłam
Lecz nie storczykiem
Czy mleczem plamiącym

Ja makiem byłam
W polu rosnącym

Wiatrem kołysana
Wolność swą kochałam
I nie wiem czemu
Zerwana być chciałam

Zazdrościłam fiołkom i sasankom
Zabieranym i tak czule zrywanym

Lecz i ja doczekałam się
„Wybawcy”

Z ziemi poderwana
Do nieba bliżej
Chociaż chwilę
Miałam

Nie cieszył się
Mną długo ten kochanek

I tak czule i tak nagle
Jak zerwana zostałam
Skończyłam gdzieś na drodze
Na poszarpanej trawie

Usychając
Swej romantyczności
Żałowałam

Malejąca krzywa

Byłeś moją stałą X
Ciszą na mieście
Byłeś słońcem wśród gwiazd
Dzisiaj nasza galaktyka płonie
Komety kosmos przecinają
Niewiadomych jest więcej niż chciał los

I już tylko chaos jest stały
Była burza
Może wciąż jest?
Deszcz meteorytów
Oddalające się w nicość uczucie
Tylko ciemność pikseli
Nieodczytanych wiadomości

Grawitacja pociągnęła Cię za sobą
Ja wciąż dryfuję
Pozostały tylko czarne literki
W galaktyce snów wyśnionych
Słów niewypowiedzianych

Jak niedokończone równanie
Malejąca krzywa
Zniknąłeś nagle na osi iksów
I nagle słońce zgasło
I umierającą gwiazdą zostało

Widzenie senne

Przed snem przychodzisz
Lasem mi znów pachniesz
I uśmiechasz się do mnie zmęczony

I w snach jeszcze
Ramiona Twoje domem są
A jajecznica smakuje miłością

Czasem biegnę tym lasem
Uciekam przed Tobą
Jeszcze Ciebie kocham czasem

Są tam kradzione poziomki
Złączone dłonie
Bezwstydny dotyk obcego ciała

Później następuje zamiana ról
Jak w niezgrabnym teatrze
Akt przerwany wpół słowa

Zbyt prędko opada kurtyna
I Romeo – dezerter
Szuka po sali nowej Julii

Zostaję na scenie
Chociaż myślami wciąż w lesie
Z rozsypanymi jagodami

Wizja, że byłam kiedyś
Inną niżeli dzisiaj
Rozbudza mnie nad ranem

Przemijanie

Wiatr owiewa mnie
Za kucyk
Ciągnie
Już nie zdążę

Cisza
Wspomnienia wyciera
Czy pamiętasz jeszcze?
Tamten wieczór
Kurzem
Przykryty teraz

Zegar tyka
Czas przemija
Czy przeminie nas?

Ogień miłości

Miłość to takie proste słowo
Wypowiadane ze słodyczą
Lecz czasem i z żalem okropnym

Miłość to sześć literek na papierze
Miłość to poezja, muzyka…
Ciepły koc w zimowy wieczór

Dostrzeżemy ją w oczach drugiego człowieka
W śmiechu i w sposobie przytulenia
Przy przyrządzaniu kanapek
I parzeniu herbaty

Miłość jest sztuką patrzenia na świat
Im szerzej otworzysz oczy
Tym mocniej powinieneś się zachwycić

Nie trzeba pojmować języków
Czy biegle rozwiązywać algorytmów

Jeśli darzysz kogoś miłością
Rozumiesz Szekspira i Staffa
Pojmujesz Sienkiewicza

Wiesz, jak kochał Kmicic
I zrozumiesz ogień Bohuna
Którym chciał dla niej
Podpalić świat

Przecież świat bez miłości byłby tylko światem
A miłość bez kochania tylko pustym słowem

Ona

Za nią
Za tamtą dziewczyną
Jej cieniem dziś jestem
Tęsknię

Za jej kulturą i bzdurą
Za jej kochaniem
I łzami
I śmiechem i przyjaźnią

Tęsknię za jej cieniem
Dzisiaj tylko pusta
Dziura
Dzisiaj tylko pustka