Polowanie

Znowu wpadłam
W sieć
Ich pazury
Jak sznury
Ich słowa
Ich mowa
Duszą mnie 
Zawsze śmieję się 
Ale gdy w pułapce 
W tej klatce 
Bez wyjścia 
Bez drzwi 
Tkwię 
Łzy 
Skrywane 
Schowane
W uśmiech 
Przybrane 
Uwalniają się 
Ale już nie 
Moje łzy 
Nie uratują mnie

Uczucie zwane tremą

Napięte 
Od emocji ciało
Natężenie
Jak cisza
W pełnym teatrze 
Skóra 
Dotykiem sparzona
Dotykiem 
Naznaczona
To nie Twoja 
Dłoń 
Moją dłoń 
Przypadkiem wczoraj 
Trąciła 

Tonąca utopia

Tonę
Zamykam oczy
I tonę
Gdy tak opadam
Czuję 
Że latam
Mimo ciała 
Ciężkiego
Lekko 
Mi nareszcie 
I wreszcie 
Dotykam dna 
Głuchego

Au revoir!

Chcę by Pan odszedł
Zamknął drzwi i zniknął
By już Pan nie uśmiechał się
I nie czekał
Na moje wczorajsze jutro
Panu zostanie tylko futro
Po mojej garderobie
Nic poza tym
Czymkolwiek by Pan
Nie był bogatym
Zostawiam tylko szmaty
Bo z Pana niezły drań
Dlatego sayonara, pa!

Raj

Wiesz, czym mi smakujesz?
Truskawką
Zerwaną w dzikim polu
Kradzioną o brzasku
Dzbanem jagód
Rozsypanym w pośpiechu
Pod ustronną brzozą
Jabłkiem, co Ewa dla Adama
Ukraść miała
I która wcale się nie bała
Że przez owoc ukradkiem zerwany
Człowiek może być ukarany
Nie zlęknioną Ewą jestem
Która obfitych owoców kosztuje
Biega po lesie
Wolność swą nawołuje
I w nosie ma świat
I po niewinności
Rozbity dzban
Ewa pragnie tylko miłości
By płonąć chociaż raz
Nim skończy jej się czas

Stypa

Za przyjaciela
Cię miałam
Nie wiedziałam
Że nieprzyjacielem
Się stałam
Łzy po ranach
Świeżych pełzną
Oszukana
Się dziś czuję
Słonych łez smakuję
Chcę założyć
Pelerynę niewidkę
Czmychnąć stąd
Udając, że trafiłam tu
Przez omyłkę
Wysłałabym S.O.S.
Ale stary adres
Obcym się wydaje
Przyjaciel
Nieprzyjacielem dziś jest

Oskarżenia kochanki

Ty zbrodnię w białych rękawiczkach
Na mnie wykonujesz
Nie mówiąc co do mnie czujesz 
Zakrywasz oczy przed ścięciem
Układasz mi głowę ładnie
Na poduszce przyszłej gilotyny
Trzymasz za rękę we śnie 
Tymczasem głowa moja coraz dalej 
Gorącego od czułości ciała 
By już tylko Ciebie się trzymała 
Tylko Ciebie chciała 
Truciznę w żyłach rozprowadzasz
Do serca ją pompujesz 
Usta powietrza pozbawiasz 
Kochanie szeptasz 
Ty kochaniem swoim mnie zniewalasz 
Przestępstwo to Ci łatwo uchodzi 
Gdy z sercem na Twoich dłoniach 
Umieram w zabójczych ramionach 

I że Cię nie opuszczę

Przelotne to uczucie
By kochać nad życie
Dziwne się dziś zdaje
Nasze wczorajsze 
Dozgonne kochanie
Gdy w sercach  
Wieje tylko chłodem
I miłość 
Wspomnieniem zostaje 
W szary poranek
Gdy koc mrozu 
Świat przykrywa 
Ciepło zeszłego lata 
Nierzeczywistym
Się wydaje 
Między dwojgiem ludzi
Zima nastaje 

Bajka

Fikcją mi jesteś
Rozdziałem
W idealnej książce
Baśnią
Z tysiąca
Lub jednej nocy
Senną mrzonką
Dusznego wieczoru
Wspomnieniem pewnego
Upalnego poranka
Niesfornie
Przewracasz mi się
W głowie
I niech mi ktoś powie
Wreszcie
Czy baśni czar
Happy endem 
Kusząca opowieść
Wraz z księżycem
Ucieknie mi
We śnie?